O zasadach
dobrego wychowania w kościele,
W kościele podczas Mszy św. stosujemy wszystkie te zasady savoir
vivre, które obowiązują w życiu towarzyskim i publicznym tylko, z oczywistych
względów, stosujemy je tu ze szczególną dbałością i w stopniu najwyższym, w
takim, w jakim stosuje się je w sytuacjach czy okolicznościach najbardziej
uroczystych i o największej wadze, a zatem tak jak np. stosuje się je w
dyplomacji czy podczas spotkania z wyjątkowo honorowym gościem.
Ponadto w kościele stosujemy też zasady, które odnoszą się tylko do tej jedynej
i niepowtarzalnej, wyjątkowej i najwyższej istoty będącej w trzech osobach -
Boga. Są to już nie tylko zwykłe przepisy savoir vivre, ale swego rodzaju
savoir vivre nadprzyrodzony - zasady nakazane przez samą wiarę.
Jakie tutaj mamy zagadnienia i problemy? Podstawowe z nich to wygląd, postawa,
stosunek do gospodarzy odwiedzanego miejsca (gospodarzem kościoła jest Bóg, ale
i Jego reprezentant - proboszcz), właściwe zachowania.
Przygotowanie się do odwiedzin kościoła - ubiór
Kościół możemy odwiedzić w sposób trojaki: niejako mimochodem wstępując do
niego na krótką modlitwę; uczestnicząc we Mszy św. w dzień powszedni;
uczestnicząc we Mszy św. w niedzielę lub w inne święto kościelne.
W tym pierwszym przypadku nie jesteśmy oczywiście zobowiązani do jakiś
specjalnych przygotowań. Jednak nasz strój musi być stosowny. Nie możemy
odwiedzać kościoła w stroju kwalifikującym się tylko na plażę czy na boisko,
np. w krótkich spodenkach czy negliżu. Nie może to być strój wywołujący
zgorszenie czy znamionujący lekceważenie. Czy w krótkich spodenkach, w dresach
czy innym niestosownym stroju odwiedzilibyśmy choćby na chwilę sejm, premiera,
biskupa czy choćby naszego szefa w pracy? A w tym wypadku odwiedzamy przecież
samego Boga?
Uczestnicząc we Mszy św. w dniu powszednim postępujemy w taki sposób jakbyśmy
odwiedzali kogoś z wizytą towarzyską, tylko, że tu mamy do czynienia z
odwiedzinami osoby wyjątkowo ważnej - Boga. Savoir vivre w sposób jednoznaczny
określa wymogi związane z taką wizytą. Nie odwiedzamy nikogo w stroju roboczym.
Nasz strój określa nasz stosunek do gospodarza, ma wyrażać szacunek. Zakładamy
więc na siebie ubranie bardziej eleganckie i odświętne.
Jeżeli nasza wizyta ma uroczysty charakter ubieramy się w sposób uroczysty.
Mężczyzna zakłada garnitur i płaszcz, kobieta strój do tego odpowiedni. Nikt
nie idzie z uroczystą towarzyską wizytą w adidasach, dżinsach, spranym
podkoszulku i podartej, starej kurtce.
Udział w niedzielnej Mszy św. ma rangę wyższą niż uroczysta wizyta towarzyska.
Powinniśmy zatem ubrać się w sposób szczególnie elegancki i uroczysty okazując
tym szacunek i gospodarzom (Bogu i proboszczowi) i pozostałym gościom (wiernym,
wspólnocie parafialnej).
Ubiór kobiety
W świetle zasad savoir vivre i przepisów etykiety biznesowej ubiory kobiece
dzielą się na dwie kategorie ze względu na rolę, jaką kobieta spełnia.
Może ona występować jako pracownik, reprezentant firmy, danego środowiska, jako
naukowiec, dziennikarz czy po prostu jako człowiek. W takim wypadku jej ubiór,
jak mówią specjaliści reprezentuje opcję "zero seksu" - spódnica nie
jest krótka, ramiona, dekolt i plecy są zasłonięte, ubiór nie jest ani obcisły
ani prześwitujący, buty zakrywają palce i pięty, biżuteria i inne ozdoby są bardzo
skromne. Za najbardziej reprezentatywne dla takiego ubioru uznaje się kostium,
garsonkę, sukienkę z marynarką, lub mniej odświętne - klasyczną szmizjerkę z
długimi rękawami czy bliźniak.
Kobieta może też występować jako przede wszystkim kobieta. Emanuje wtedy
kobiecością, podkreśla ją i uwypukla, odsłaniając niektóre partie ciała. W
takim stroju udaje się na randkę, do kawiarni, na spacer, na bal, na wieczorne
"rozrywkowe" spotkanie towarzyskie.
Kościół jest takim miejscem, w którym, tak jak zresztą w każdej poważnej
instytucji, ten drugi typ kobiecego stroju nie uchodzi, jest nie na miejscu,
może komuś przeszkadzać, może kogoś gorszyć, a nawet obrażać. Któraś z kobiet
powie: "nie odpowiadam za ludzkie reakcje". O, nie. W świetle savoir
vivre odpowiadamy za nie. Nasz ubiór i nasze zachowania, jak uczy etykieta,
mają być takie, by u nikogo nie wywoływać negatywnych reakcji, by powodować
powszechną akceptację.
Poza tym należy pamiętać, że ubiór podkreślający kobiecość, uwypuklający ją
może, co powinno być oczywiste, ściągać i rozpraszać uwagę mężczyzn, a przecież
przyszli tu oni po to, by spotkać się z Panem Bogiem, a nie podziwiać kobiecą
urodę.
Epatując ich swoimi wdziękami kobieta postępuje więc w taki sam sposób jakby
przyszła do publicznej biblioteki i czytelni, gdzie obowiązuje cisza, bo
wszyscy chcą w skupieniu czytać, i włączyła głośno przenośne radio.
Któraś z pań mogłaby powiedzieć: "Ja nie ubrałam się w ten sposób do
kościoła tylko na spacer, który nastąpi zaraz po Mszy św.". No cóż. W takim
wypadku trzeba do kościoła ubrać się stosownie i potem stracić trochę czasu,
wrócić do domu i się przebrać.
Kobiety wybierając się z wizytą towarzyską, a nawet do pracy malują się i
perfumują. Trzeba jednak pamiętać o tym, że nie w każdej sytuacji jest to
stosowne. Ostrzejszy makijaż jest stosowny tylko na wieczorne przyjęcie. Savoir
vivre uczy, że gdy np. idziemy na obiad kobieta nie powinna zbytnio się
perfumować, bo zapach perfum będzie dominował zapach jedzenia.
W kościele kobiety nie powinni epatować innych nie tylko swoją kobiecością -
seksapilem, ale również w żaden inny sposób. Nie powinny rozpraszać ich,
ściągać na siebie ich uwagi.
Tutaj ludzie przyszli do Pana Boga, a nie po to, by nam się przypatrywać czy
zachwycać się naszym zapachem. To wszystko kobiety powinny brać pod uwagę
ubierając się do kościoła. Ich strój powinien zatem być elegancki, ale bardzo
skromny, makijaż, jeżeli w ogóle, to bardzo dyskretny. Perfum nie powinny
używać.
Pamiętajmy, że w świecie savoir vivre obowiązują dwie zasady w odniesieniu do
stroju: nie możemy być nie tylko "niedoubrani" (underdressed), a więc
ubrani zbyt, w stosunku do innych, skromnie i za mało odświętnie, ale również
nie możemy być "nadubrani" (overdressed), a więc ubrani zbyt, w
stosunku do innych, strojnie.
Kobiety siadając w pierwszych ławkach, powinny ponadto zwracać szczególną uwagę
na stosowność swojego ubioru. Ich ubiór może bowiem rozpraszać również księdza
(czy księży) lub inne osoby znajdujące się przy ołtarzu.
"Twój wygląd zewnętrzny - mówi chińskie przysłowie - jest kartą tytułową
twojego wnętrza". On sygnalizuje zatem również stosunek do miejsca,
okoliczności, innych osób oraz, w tym wypadku, również Boga, co pociąga też za
sobą, oczywiście, określone zachowania.
Warto w tym miejscu powtórzyć nieco złośliwą uwagę Jeana de Maison jr. w
książce pt. "Odrobina dobrych manier (nawet w kościele) nie
zaszkodzi": "Te grupki dziewcząt nastawionych na atmosferę przyjęcia
w czasie kazania i ofiarowania przypominają za każdym razem o wymogu grzeczności:
czy wypada wzbogacić ich bezmyślne paraliturgiczne rozrywki słodyczami i coca
colą? Paniom w futrach z norek oczywiście zaoferujemy tartinki z kawiorem i
kieliszek czystej".
Ubiór mężczyzny
Omawiając ubiór kobiecy stosowny do kościoła akcentuje się w znacznej mierze te
jego elementy, które mogą rozpraszać, gorszyć, wywoływać skutki w perspektywie
seksualności. Nie należy też jednak zapominać o tym, że powinien on być
elegancki - odświętny. I taki również powinien być ubiór mężczyzny. Nie może to
zatem być strój roboczy czy sportowy, czy ujmijmy to precyzyjniej, treningowy.
Kanony elegancji i odświętności w wypadku mężczyzny są proste, jasne i
precyzyjne. Mężczyzna udający się do kościoła na Mszę św. powinien mieć na
sobie garnitur, najlepiej białą koszulę i oczywiście krawat oraz skórzane
półbuty. Latem, szczególnie w godzinach południowych ten ubiór może być jasny,
a nawet biały, a zimą szary aż do czerni, którą mężczyzna przywdziewa w tych
najbardziej uroczystych chwilach.
Punktualne przybycie do kościoła
Jest wiele wydarzeń w naszym życiu, które wymagają punktualności. Wśród nich są
i takie, w odniesieniu do których punktualność jest bezwzględnym obowiązkiem.
Nie powinniśmy spóźniać się do pracy i szkoły, na umówione spotkanie ze znajomymi,
do kina, do teatru, na koncert, do opery. Nie wolno spóźnić się na ślub czy
pogrzeb, szczególnie kogoś z rodziny. Nie spóźnimy się na umówioną wizytę u
dentysty, spotkanie z naszym szefem, gdy spotkanie wyznaczył nam minister.
Spóźnienie w każdym z tych przypadków powoduje nie tylko różnego typy negatywne
konsekwencje, ale jest również poważnym wykroczeniem przeciwko normom
współżycia wspólnotowego i zasadom savoir vivre.
W jaki sposób, w takim razie, ocenić spóźnienie do kościoła na Mszę św., na spotkanie
z samym Bogiem, spotkanie z księdzem proboszczem, z innymi członkami wspólnoty,
do której należymy - wspólnoty parafialnej? Czyż nie jest to, nie mówiąc już o
tym, że mamy tu do czynienia ewidentnie z grzechem, drastyczne naruszenie zasad
dobrego wychowania?
A ponadto spóźniając się przeszkadzamy najczęściej i to niekiedy bardzo innym,
księdzu odprawiającemu Mszę św. i pozostałym wiernym. I to jest równie wielkie
wykroczenie przeciwko savoir vivre i ponadto grzech.
Tego jednak wykroczenia, tego grzechu można w każdym przypadku uniknąć. Gdy
jesteśmy kulturalnymi ludźmi i spóźniamy się do teatru czy opery przekraczamy
drzwi sali i stajemy cichutko pod ścianą czekając na przerwę. Spóźniając się do
kościoła jesteśmy zobowiązani postąpić tak samo. Spóźnieni nie przepychają się
zatem aż do samego ołtarza, ale tak wchodzą do kościoła, żeby ich nikt nie
widział i nie słyszał i stają cichutko przy drzwiach.
Wchodzimy do kościoła
Pamiętajmy o tym, że teren kościoła zaczyna się nie wewnątrz świątyni, ale już
za furtką. Nie przekraczamy jej z papierosem w ustach. Gdy przez nią już
przejdziemy nie krzyczymy, nie śmiejemy się, nie mówimy głośno, nie opowiadamy
dowcipów itp. - zachowujemy się godnie.
Wkraczając do czyjegoś domu zaczynamy się stosować do jego obyczajów oraz
zaleceń i próśb gospodarzy. Gdy przyjdziemy do kogoś z wizytą nie postępujemy w
taki sposób, który spotkałby się z negatywną reakcją gospodarzy.
Wkraczając zatem na teren kościoła musimy sobie uświadomić, czego wymaga od nas
Bóg i stosować się do zaleceń Jego zastępcy, można by powiedzieć ziemskiego
gospodarza parafii - proboszcza oraz jego współpracowników -domowników -
pozostałych księży i osób posługujących w parafii.
Wchodząc do samego kościoła pamiętajmy o grzeczności przy drzwiach, która jest
jednym z pierwszych w tym miejscu znaków naszej miłości do bliźniego i troski o
niego. Przepuszczajmy więc w nich, przede wszystkim, osoby starsze,
przytrzymujmy im drzwi. Zbliżając się do drzwi zwracajmy uwagę na to, co robią
inni wierni, czy też nie próbują przez nie przejść w tym samym czasie. Nie
zastępujmy nikomu drogi. Jeżeli nawet ta druga osoba jest młodsza od nas, ale
jest bliżej drzwi przepuśćmy ją z uśmiechem. Pamiętajmy, że pierwszeństwo mają
zawsze wychodzący.
Przez kościół przechodzimy statecznie i z godnością. Nie przyklękajmy przy
samym wejściu i nie blokujmy innym drogi. Gdy dojdziemy do wybranego przez
siebie miejsca przyklęknijmy kierując się w stronę Najświętszego Sakramentu.
Zajmując miejsce sprawdźmy dokładnie czy nie jest już zajęte. Może ktoś odszedł
na chwilę do konfesjonału? Może żona czeka na męża lub syn na matkę i zależy im
na tym, by siedzieć obok siebie?
Widziałem taką sytuację w kościele, gdy kobieta odchodząca do konfesjonału
zostawiła na swoim miejscu torebkę. Jej miejsce zajęła zaraz inna osoba
odsuwając torebkę za siebie (nie mogła jej odsunąć w bok, bo tam siedzieli już
ludzie). Kobieta po powrocie z konfesjonału zabrała swoją torebkę i stanęła
obok ławki. Gdy z ławki tej wyszła młoda dziewczyna, by śpiewać psalmy od
ołtarza kobieta ta zajęła jej miejsce. Dziewczyna wróciła i stanęła przy ławce.
Zobaczmy. Takie sytuacje nie powinny się nigdy zdarzać. Błąd popełniła osoba,
która odsunęła torebkę. Powinna zapytać się wiernych siedzących w ławce czy to
miejsce nie jest zajęte. Błąd zaniedbania popełnili ci wierni, którzy powinni
ją poinformować, że to miejsce jest zajęte. Postępowania kobiety, która
powróciła z konfesjonały nie można już nazwać tylko błędem. Postępowanie to
było wielce naganne i zadziwiające w tym kontekście, że była ona bezpośrednio
po spowiedzi. Czy mogła być nieświadoma, że młoda dziewczyna odeszła tylko na
chwilę? Jeśli była nieświadoma, to i tak popełniła w tym momencie znaczną gafę
wynikającą z bezmyślności, można by powiedzieć, że popełniła grzech
bezmyślności. Jeśli była świadoma, to jej postępowanie można nazwać tylko
postępowaniem wołającym o pomstę nieba.
Podstawowe zachowania podczas Mszy św.
Pierwsza rzecz musimy pamiętać o innych. Nie przeszkadzamy im w żaden sposób,
nie rozpraszajmy ich. Nie możemy innych, oczywiście, gorszyć.
1. Głośne zachowania
Po pierwsze, nie rozmawiajmy w kościele nie tylko podczas trwania Mszy św., ale
również przed jej rozpoczęciem i bezpośrednio po jej zakończeniu.
Dom Boży nie jestem miejscem na pogaduszki. Tutaj rozmawiamy przede wszystkim z
Bogiem. To tutaj Bóg do nas mówi i tutaj nas wysłuchuje. Nie przerywajmy Mu.
Nie kierujmy naszych wypowiedzi, gdy On czeka na to, co powiemy, do innych
osób.
Ponadto przed rozpoczęciem Mszy św. nasza rozmowa może w poważny sposób
zakłócić czyjaś modlitwę, utrudnić skupienie i przygotowanie innych do Mszy św.
Musimy sobie uświadomić jak inni nas odbierają, gdy zachowujemy się w kościele
w tej właśnie perspektywie w sposób niestosowny: "Niektórzy obdarzeni
znikomym zasobem manier powszednich - pisze Jean de La Maison jr. w swojej
książce "Odrobina dobrych manier (nawet w kościele) nie zaszkodzi" -
nie czynią rozróżnienia między kościołem a jakimkolwiek innym miejscem
publicznym. Dlatego w czasie nabożeństwa nie tylko wymieniają się informacjami
o wydarzeniach tygodnia (w końcu widzimy się tylko w niedzielę) i leniwie
zasiadają od początku dom końca, zupełnie jakby czekali na pociąg albo
siedzieli na stadionie".
Nie módlmy się również zbyt głośno, ani zbyt głośno nie śpiewajmy. To innych
rozprasza.
Kościół przypomina trochę salę koncertową. Gdy wielki artysta wykonuje właśnie
jeden z utworów Chopina słuchacze powstrzymują się od wydawania wszelkich
dźwięków. Zasada absolutnej ciszy w równym stopniu obowiązuje w świątyni.
Jeśli mamy niespodziewany, gwałtowny i długotrwały napad kaszlu opuśćmy
kościół.
Jeżeli przychodzimy do niego bardzo zaziębieni, a więc możemy się spodziewać,
że będziemy kasłać i kichać zatrzymajmy się przy drzwiach kościoła, by hałasować
jak najmniej i nie skupiać na sobie uwagi innych oraz, by przy kaszlu trwającym
dłużej móc opuścić świątynię jak najszybciej.
Nie chrząkajmy głośno, szczególnie, gdy akurat w kościele zapadła cisza.
Powstrzymajmy się od głośnego (i widocznego dla innych) ziewania.
Nie stawiajmy parasola czy laski w taki sposób, by te przedmioty wciąż
przewracały się z hukiem.
Nie przechodźmy przez kościół szczególnie w momentach ciszy w taki sposób, by
echo roznosiło po całej świątyni stukot naszych obcasów.
Nie przesuwajmy z hałasem ławek czy krzeseł.
Pamiętajmy cały czas o tym, że jesteśmy w domu Bożym, w którym wszyscy skupiają
się na uczestniczeniu we Mszy św. i modlitwie i nasze głośne zachowania mogą to
skupienie zburzyć.
2. Życie towarzyskie i uczuciowe
Kościół nie jest miejscem, w którym prowadzimy życie towarzyskie. Na ten temat
pisze ks. A. Witkowiak stwierdzając między innymi: "Ponieważ ośrodkiem
zainteresowania w kościele jest Bóg, dlatego też w kościele ustają takie
obowiązki towarzyskie, jak np. ukłony, witanie się. Kłanianie się znajomym lub
uśmiechanie się do nich w kościele jest gorszące".
Jeszcze bardziej gorszące są wszelkie przejawy męsko-damskich czułości. Pary
nie powinny zatem w żadnym przypadku tulić się do siebie, dotykać, trzymać się
za ręce i w jakikolwiek inny sposób okazywać swoje do siebie przywiązanie. Na
to jest miejsce poza świątynią.
Nie rozglądajmy się i nie wpatrujmy w innych szukając znajomych czy patrząc jak
inni ubrali się na tę okazję. Nasze takie zachowanie może przyciągnąć wzrok
innych, rozproszyć ich albo nawet zgorszyć.
3. Cukierki, guma do żucia i telefony komórkowe
Wydawałoby się, że dla wszystkich wiernych jest oczywiste, ze w kościele nie
można jeść. Jednak okazuje się w praktyce, że to takie oczywiste nie jest.
Zdarza się, że ktoś, być może odruchowo, sięgnie do kieszeni po cukierka.
Zdarzają się też osoby, szczególnie młode (ale jednak nie tylko), które żują
gumę.
Patrząc na ten problem możemy ująć go w perspektywie postu eucharystycznego:
pamiętajmy - w jego trakcie można przyjmować tylko wodę i niezbędne lekarstwa.
W perspektywie savoir vivre jest to znaczne, wskazujące na brak ogłady i
kultury uchybienie. Jak ocenić kogoś, kto ssie cukierka podczas spotkania z
dyrektorem, ministrem, premierem? Jak ocenić kogoś, kto spożywa go podczas
oficjalnego spotkania i rozmowy z nami? W jakich sytuacjach można żuć gumę?
Każdy podręcznik savoir vivre, który porusza ten problem stwierdza: wtedy, gdy
nas nikt nie widzi. Żucie gumy w czyjeś obecności jest obraźliwe i świadczy o
lekceważeniu i prostactwie.
Spożywanie cukierków i żucie gumy w kościele jest powodem oburzenia i
zgorszenia innych wiernych, świadczy o naszym nonszalanckim i aroganckim
stosunku do Boga, kapłanów i wiernych.
Czasami słychać w kościele podczas nabożeństwa sygnał komórki, niekiedy przez
dłuższy czas, bo jej właściciel nie może jej odszukać. Gdy ją wyłączy nie może
powiedzieć sobie: "Zrozumieją mnie. Nic się nie stało. Byłem
roztrzepany". Takie coś nie ma prawa zdarzyć się w kościele. Trudno
wyobrazić sobie większe uchybienie, bardziej niestosowne zachowanie. Nie
zabierajmy więc telefonów komórkowych do kościoła, a jeśli już, to trzeba
bezwzględnie pamiętać o ich wyłączeniu.
4. Modlitwa i śpiew
Nie módlmy się zbyt głośno, ani zbyt głośno nie śpiewajmy. To innych rozprasza.
Nie klepmy pacierzy zniekształcając słowa. To znak lekceważenia, czynnik, który
może innych irytować i "wybijać z rytmu".
Powściągnijmy w perspektywie modlitwy i śpiewu wszelkie objawy indywidualizmu,
nie wyprzedzajmy wiec innych i nie pozostawajmy w tyle, bo w ten sposób
wprowadzimy w modlitwę czy śpiew dysharmonię, zakłócimy koncentracje i uwagę
innych.
Z tego samego powodu nie akcentujmy inaczej niż pozostali słów i dostosujmy się
do ich rytmu czy sposobu śpiewania.
Jeśli mamy tendencje do fałszowania musimy to wiedzieć. W takich wypadkach
śpiewajmy ciszej, pod nosem, nie psujmy ogólnego wrażenia, nie niszczmy
estetyki, nie wprowadzajmy innych w stan rozdrażnienia.
5. Klękamy i kłaniamy się
Gdy wchodzimy do kościoła i wychodzimy z niego klękamy czy jak kto woli
przyklękamy). Są takie momenty Mszy św., że wszyscy klękają. Niektórzy klękają
też wtedy, gdy wszyscy siedzą lub stoją, klękają np. do modlitwy. W trakcie
obecności w kościele składamy też pokłony przed Najświętszym Sakramentem,
świętymi wizerunkami.
Są to znaki szczególne. Muszą być godne w najwyższym stopniu, stateczne,
poważne, bez pośpiechu. Nie mogą być w żaden sposób niedbałe. Nie może to dawać
efektu afektowanego, wręcz surrealistycznego ruchu tanecznego. Nie może być
niemrawe i niewyraźne.
Pamiętajmy, że siadanie na piętach to nie jest klęczenie tylko...siadanie na
piętach.
Gdy przyklękamy na jedno kolano przypomnijmy sobie, dlaczego robili to nasi
przodkowie. Chłopi klękali zawsze na oba kolana. Szlachta klękała na jedno
kolano, by odróżnić się od chłopów, by pokazać, że oni nie muszą się już tak,
ze względu na swoją pozycję społeczną, korzyć przed Bogiem. Czyż nie jesteśmy
wszyscy równi przed Bogiem? Czy ktoś z nas jest jakoś wobec Niego
uprzywilejowany?
Są wśród nas tacy, którzy ze względu na stan zdrowia nie mogą uklęknąć i stoją
wtedy, gdy wszyscy klęczą. No cóż muszą tylko pamiętać o tych, którzy znajdują
się za nimi. Oni klęcząc pragną (i jest im to potrzebne) patrzeć na ołtarz i nie
chcą wpatrywać się w czyjeś nogi czy plecy. Należy zatem tak stanąć, o ile to
tylko możliwe, by nie zasłaniać innym ołtarza.
Jean de La Maison jr. stwierdza, że ukłon przed Najświętszym Sakramentem i
świętymi wizerunkami "jest tym, czego wymaga chrześcijański
savoir-vivre". Dopowiedzmy: to samo dotyczy przyklękania i klękania.
Pójdźmy też dalej. To nie jest tylko chrześcijańskie savoir vivre. To po prostu
savoir vivre. Uświadommy sobie, że ludzie wszelkich wiar i przekonań skłaniają
głowę przed sztandarami czy przyklękają, gdy np. są pasowani na jakąś
szczególną godność. Tutaj mamy do czynienia z sytuacją analogiczną, sytuacją,
która każdego z nas skłania do określonych zachowań, zachowań potraktowanych
najpoważniej w świecie.
6. Znak krzyża
"Magicznie zygzaki". Taki jest tytuł jednego z rozdziałów w
przytaczanej tu kilkakrotnie książce Jeana de la Maison jr. zawierającej
wybrane refleksje na temat zachowania w kościele. Ma on na myśli znak krzyża.
Pisze: "Z tego punktu widzenia savoir-vivre nie jest synonimem zwykłej
grzeczności w stosunkach z ludźmi, lecz czymś więcej. Czymś, co ujawnia - o ile
w ogóle jest co ujawnić - głębokie przekonanie wewnętrzne. Czyńcie ten znak
zawsze ze spokojem i czytelnie".
A jak się żegnamy? Są to często właśnie nieczytelne "magiczne
zygzaki" - niechlujny, niestaranny, wręcz lekceważący gest. A ma to być
znak naszej wiary i miłości, znak szacunku i przywiązania. Ma obejmować całą
naszą istotę, myśli, wolę i serce - konsekrować w mocy Chrystusa, w imię Boga trójjedynego.
Ten sam problem pojawia się w odniesieniu do tych trzech krzyżyków, które
czynimy na czole, ustach i piersi przed ogłoszeniem nam w czasie Mszy św.
dobrej nowiny. Ten znak również powinien być bardzo uroczysty, pełen powagi i
miłości.
"Nie jest to - jak mówi Jean de la Maison jr. - "żaden bezsensowny
hieroglif, żaden odruch płoszenia natrętnej muchy".
I tak przy okazji. Gdy bijemy się w piersi to nie może to być "rozmamłane
wspomnienie o tym, że kiedyś ludzie pokutowali za grzechy", to ma być
także czytelny znak naszej autentycznej postawy.
Wymienione wyżej gesty, gesty skierowane do Boga i ludzi mają szczególne,
naprawdę wyjątkowe znaczenie. Pamiętajmy zawsze, że choć są święte mogą zostać
tak uczynione, że stają się niegrzeczne, a nawet obraźliwe.
7. Znak pokoju
Przekazując sobie znak pokoju nie powinniśmy robić tego w taki sposób, by
powodować zamieszanie. Pamiętajmy o wydarzeniach, które za chwilę nastąpią.
Jeżeli dokonujemy go przez podanie ręki należy to zrobić sprawnie, z powagą i
tylko z tymi osobami, które są w pobliżu. Nie dokonujmy go poprzez
"braterskie pocałunki".
Znak pokoju nie jest czymś nowym w Kościele. Pojawiał się i w zamierzchłej
przeszłości, ale go wyeliminowano ze względu na to, że wierni w taki sposób go
stosowali, iż powodowało to rozgrabiasz, a często i zgorszenie. Nie powielajmy
starych błędów. Postępujmy i tu zgodnie z savoir vivre nie zakłócając ani
przebiegu Mszy św.
8. Przystępujemy do Komunii Świętej
Idąc do Komunii Świętej nie należy przepychać się. Raczej ustępujmy miejsca
innym.
Przystępując do Komunii Świętej pamiętajmy o tym, jakiej wagi jest to
wydarzenie. W tym momencie powinniśmy przybrać postawę pełną uszanowania i
pokory.
Powracając nie należy siadać na pierwszym wolnym miejscu. To miejsce może być
przez kogoś zajęte, kto poszedł do Komunii Świętej. Klękając po Komunii Świętej
trzeba robić to tak, by nikomu nie przeszkadzać. Nie klękajmy przy brzegu ławki
uniemożliwiając powrót na miejsce osobom, które siedzą w jej środku.
Stosunek ludzi starszych do pozostałych wiernych
Każdy przywilej pociąga za sobą pewne obowiązki i o tym osoby starsze powinny
zawsze pamiętać, również w kościele.
Ludzie starsi powinni być świadomi swoich przywilejów i swojej szczególnej
pozycji we wspólnocie wiernych. Nie zwalnia to ich jednak nigdy z obowiązków w
zakresie savoir vivre. Wręcz przeciwnie zwiększa te obowiązku. Mają świecić
przykładem, pokazywać młodszym, w jaki sposób należy prawidłowo postępować, być
dobrym i kulturalnym chrześcijaninem. Nie wolno im więc, miedzy innymi,
ujawniać swojego zniecierpliwienia, irytacji, innych negatywnych emocji
związanych z samopoczuciem czy stanem zdrowia.
Nie wolno im w żadnym wypadku, co niekiedy niestety się zdarza, wykorzystywać
swojej pozycji wymuszając np. ustąpienie im miejsca, a więc przychodzić np. na
świąteczną Mszę Świętą, gdy kościół jest pełen ludzi na pięć minut przed jej
rozpoczęciem i stawać demonstracyjnie przy samej ławce, którą ktoś zajął pół
godziny wcześniej, by mieć miejsce siedzące i czekać aż mu ustąpią. Jeśli
człowiek starszy źle się czuje, jest słaby niech przyjdzie do kościoła
odpowiednio wcześniej lub prosi kogoś o zajęcie miejsca. Niech pomyśli też o
tym swoim młodszym bliźnim, którego, wymuszając ustąpienie miejsca, zmusza do
stania podczas całej Mszy św. A może ten młodszy bliźni jest bardzo zmęczony
lub chory?
Dzieci na Mszy św.
Savoir vivre wymaga również od dzieci przestrzegania pewnych norm. Już
kilkuletni berbeć, jeśli znajdzie się w towarzystwie czy miejscu publicznym,
nie będzie w nim tolerowany, jeśli nie dostosuje się do obowiązujących zasad.
Nikt nie pozwoli, by dziecko zakłócało koncert, przedstawienie teatralne,
porządek w muzeum, bibliotece czy urzędzie, uroczystości rocznicowe czy
związane z przyznaniem medali państwowych, pogrzeb itp., itd. Nikt też nie
pozwoli, by zachowywało się niewłaściwie przy stole w restauracji czy na
przyjęciu. Im dziecko większe tym więcej się od niego, oczywiście wymaga.
Dziecko musi też więc, oczywiście od pewnego momentu, umieć dostosować się do
norm obowiązujących w kościele.
Warto w tym miejscu przytoczyć fragment książki Mario Delpiniego pt.
"Wielebny co za maniery":
"I nie bójcie się uczyć pobożności dzieci. Jeśli nikt ich nie wychowuje,
są niespokojne i nieznośne również podczas zgromadzeń liturgicznych.
Przypominacie sobie, że zdarzyło mi się poprosić jedno, by nigdy nie szło
przede mną, gdyż jego arogancki chód był dla mnie niczym uderzenie biczem po
oczach. Jeśli cierpliwie i zdecydowanie potraficie wprowadzić również
najmłodszych w zrozumienie misterium, spostrzeżecie, że zasmakują w rzeczach
dobrych, a ich młoda radość w służeniu Panu podsycać będzie żarliwość
wszystkich".
Poważnym problemem w kościele podczas Mszy św. są małe dzieci. Jest to problem
ich rodziców. Jest to problem duszpasterzy. Jest to wreszcie problem całej
wspólnoty parafialnej.
Prowadząc dziecko do kościoła trzeba pamiętać o trzech podstawowych sprawach.
Po pierwsze, przed każdym udaniem się do kościoła należy przygotować dziecko to
udziału w tym wydarzeniu, przypomnieć mu, dokąd i po co idzie i jakie
bezwzględne (i dlaczego) zasady tam obowiązują, podkreślić, że zasad tych nie
wolno w żadnym wypadku łamać (potem w świątyni i po wyjściu z niej trzeba na
ich łamanie ze strony dziecka zdecydowanie reagować). Szczególnie należy
pouczyć dziecko, że w kościele nie wolno kłaść się ani na podłodze ani na
ławce, biegać i dotykać czegokolwiek. Należy również od samego początku uczyć
go podstawowych modlitw i zachęcać do aktywnego udziału we Mszy św. Jeśli
rodzice nie będą przygotowywać dziecka systematycznie (dziecko ma krótką
pamięć) i konsekwentnie do odpowiedniego zachowania w świątyni i udziału we
Mszy św. mogą oczekiwać, że ich dziecko stanie się bohaterem takiego
wydarzenia, którego byłem kiedyś świadkiem. Podczas Mszy św. w momencie
szczególnej ciszy małe dziecko zapytało się gromkim, docierającym do wszystkich
wiernym głosikiem: "Co ten pan robi za tą ladą?".
Po drugie, dziecko należy ubrać do kościoła stosownie i odświętnie. Savoir
vivre wymaga, by udając się z wizytą towarzyską z dzieckiem lub zabierając je
ze sobą do teatru czy opery ubrać je odpowiednio do miejsca i czasu. Kościół
nie może tu być i nie jest wyjątkiem. Reguły ubioru będą więc takie same jak w
odniesieniu do dorosłych. Ubierając dzieci "elegancko" trzeba przede
wszystkim zwrócić uwagę na strój dziewczynek i dziewcząt. Ich ubiór nie może
być kalką ubioru dorosłych kobiet wybierających się np. na bal (krótka
spódniczka, prześwitująca bluzka, duży dekolt, itp.). Trzeba też nauczyć już
bardzo małego chłopca, że przed wejściem do kościoła zdejmuje nakrycie głowy.
Po trzecie, nie wolno zabierać do kościoła zabawek, misiów, lalek, książeczek
do kolorowania itp., by w ten sposób skłonić dziecko do tego, by go nie było
widać i słychać. Świątynia to nie przedszkole ani piaskownica. Takie
postępowanie będzie nie tylko błędne z pedagogicznego punktu widzenia, ale może
spowodować zgorszenie i rozpraszać uwagę innych.
Warto tu przytoczyć fragment z książki Kay West pt. "Jak wychować
dżentelmena": "W zeszłym roku podczas wielkanocnej mszy nie mogliśmy
nadziwić się czterolatkowi, który przyniósł ze sobą do kościoła garaż z pełnych
zestawem różnych pojazdów - było ich chyba z tuzin. Rozłożył to wszystko na
podłodze przy ławce i zajął dobry kawał przejścia na środku kościoła. Wyciągnął
się na chodniku i jeździł samochodzikami tam i z powrotem, obsługiwał
miniaturowe dystrybutory na miniaturowej stacji paliw, a nawet naśladował
syrenę samochodu policyjnego, który ruszył w dziką pogoń za jego czerwonym
krążownikiem szos. Wszyscy wokół byli oburzeni i odetchnęli z ulgą, kiedy
zakrystian położył kres zabawie. Chłopiec zaczął łkać, a jego matka, która swą
postawą wykazała już i tak brak manier i zdrowego rozsądku, nie zrobiła nic,
żeby go uspokoić, jakby dając zakrystianowi doz rozumienia: I widzi pan, co pan
zrobił".
Przyprowadzając dziecko do kościoła na Mszę św. możemy natrafić na jedną z
dwóch sytuacji: jest to Msza św. przeznaczona specjalnie dla dzieci lub Msza
św., która dla dzieci przeznaczona nie jest. Zacznijmy od tego drugiego
przypadku.
1. Dziecko na Mszy św. dla dorosłych
Dziecko nie może przeszkadzać innym. Jeżeli jest nadpobudliwe, rozkapryszone,
płaczliwe, głośno się odzywa, kręci i hałasuje i rodzice nie dają sobie rady z
jego uspokojeniem, powinno się z nim przebywać przy drzwiach kościoła. Tam
będzie najmniej przeszkadzało i stamtąd najszybciej można je wyprowadzić z
kościoła, gdy już przekracza pewną miarę.
Gdy zachowanie dziecka ma taki charakter, że permanentnie lub bardzo często
przeszkadza innym należy przebywać z nim pod kościołem lub nawet zrezygnować z
jego udziału we Mszy św.
Pokreślmy mocno. Nie może być tak, by dziecko uniemożliwiało całej wspólnocie
wiernych skupienie się i normalne uczestniczenie we Mszy św.
Zdecydowana większość rodziców to rozumie. Problem jednak polega na tym jak
rozumieją tę granicę, której dziecko swym zachowaniem nie może przekroczyć.
Granicę te musimy umiejscawiać bliżej całkowitego milczenia niż ciągłego
krzyku.
Jeżeli przebywamy z dzieckiem w kościele nie możemy pozwolić mu na to, by
przemieszczało się swobodnie, nawet, gdy nie hałasuje, by krążyło pomiędzy
ławkami, chodziło przed ołtarzem, wdrapywało się na jego schodki. To rozprasza
księdza odprawiającego Mszę Świętą i wiernych.
Uświadommy sobie, że takie zachowania dziecka (hałasowanie, kręcenie się po
dużej powierzchni, skupianie na sobie uwagi) byłoby niedopuszczalne w wielu
towarzyskich i publicznych sytuacjach. Byłoby niemożliwe na ważnej uroczystości
w zakładzie pracy, w którym jesteśmy zatrudnieni, na publicznym spotkaniu np. z
ministrem, a nawet na uroczystym przyjęciu u naszych krewnych. Czy trzeba tu
komuś uświadamiać, że przebywając w kościele na Mszy św. jesteśmy na spotkaniu
z samym Panem Bogiem?
Dziecko, nawet bardzo małe powinno wciąż w sposób dobitny być informowane o
wyjątkowości tego miejsca, w którym właśnie się znajduje. Powinniśmy dawać mu
na wszelkie sposoby do zrozumienia, że musi powstrzymać się od wszelkich
zachowań, które zwracałyby na nie uwagę. Jeżeli jest za małe by to zrozumieć, jeżeli
tego jeszcze nie rozumie i nadal zachowuje się w sposób niewłaściwy należy
sobie zadać pytanie czy nie należałoby zostawiać je w domu. Może to być,
oczywiście kłopotliwe, ale problemu tego nie można rozwiązywać kosztem całej
wspólnoty parafialnej.
2. Dziecko na Mszy św. dla dzieci
Podczas takiej Mszy św. dzieci mają oczywiście większą swobodę, widać je i
słychać, jednak należy pamiętać o tym, że ta swoboda ma swoje granice, które
wyznacza charakter miejsca, w którym się znajdują i wydarzenia, w którym z
założenia mają przecież w pełni uczestniczyć.
Rodzice nie mogą tu tracić kontroli nad dzieckiem, spuszczać go z oka. Nie może
się przecież w żadnym wypadku zdarzyć taka sytuacja, jaką opisuje Jean de La
Maison w swojej książce "Odrobina dobrych manier (nawet w kościele) nie
zaszkodzi": "Przypominam sobie swojego malutkiego kolegę (lat pięć,
włosy blond, rozbuchana siła natury), który pewnego dnia dokładnie, kiedy
wypowiadałem formułę konsekracji, a kościół pogrążony był w ciszy, wypadłszy z
głębi środkowej nawy, pędem ją przebiegł aż do głównego ołtarza, krzycząc i
szarpiąc mnie za rękaw: Ach nareszcie cię znalazłem! Gdzie byłeś? Szukałem cię
i powiedzieli mi, ze wyszedłeś... Jego zdaniem miałem go natychmiast wysłuchać
i udzielić odpowiedzi".
Rodzice muszą więc zadbać, by dzieci zachowywały się w sposób odpowiedni. I na
tej więc Mszy św. dzieci nie mogą biegać po całym kościele, krzyczeć bez
ograniczeń, wspinać się na stopnie ołtarza. W jej trakcie mają uczyć się,
oczywiście jakoś na błędach, dyscypliny właściwej dla zachowań w miejscu
świętym i w obliczu Boga. Muszą nabierać świadomości, że ich zachowanie powinno
tu być wyjątkowe. Muszą zatem nauczyć się żegnać, wstawać, kiedy wszyscy
wstają, klękać, gdy klękają inni wierni itp.